Matko ukrzyzowanego i Matko wszystkich ludzi, oddawaj Ojcu Niebieskiemu ludzkie cierpienia - jak ofiarowalas meke Twego Syna i swoj bol matczyny. Ucz swoje dzieci przyjmowac z gotowoscia kazda wole Boza, w cierpieniu zachowac ufnosc, znosic je meznie w zjednoczeniu z Chrystusem i ofiarowywac je z miloscia dla zbawienia swiata. Amen.
Jest rzeczą niezaprzeczalną, że Maryja wiele wycierpiała jako Matka Zbawiciela. Nie wiemy, czy dokładnie wiedziała, co czeka Jej Syna. Niektórzy pisarze kościelni uważają to za rzecz oczywistą. Ich zdaniem, skoro Maryja została obdarzona szczególniejszym światłem Ducha Świętego odnośnie rozumienia Ksiąg świętych, gdzie na wielu miejscach i nieraz bardzo szczegółowo jest zapowiedziana męka i śmierć Zbawiciela świata, to również wiedziała o przyszłych cierpieniach Syna. Inni pisarze, powołując się na miejsca, gdzie kilka razy jest podkreślone, że Maryja nie rozumiała wszystkiego, co się działo, są przekonani, że Maryja nie była wtajemniczona we wszystkie szczegóły życia i śmierci Jej Syna.
Maryja nie była tylko biernym świadkiem cierpień Pana Jezusa, ale miała w nich najpełniejszy udział. Jest nie do pomyślenia nawet na płaszczyźnie samej natury, aby matka nie doznawała cierpień na widok syna. Maryja cierpiała jak nikt na ziemi z ludzi. Zdawała sobie bowiem sprawę z tego, że Jej Syn jest Zbawicielem rodzaju ludzkiego.
Dzis Swieto Podwyzszenia Krzyza. Niech w Krzyzu Chrystusa odnajdujemy sile i moc w trudnosciach codziennego zycia. Niech spojrzenie na Krzyz Jezusa przyniesie nam pokoj serca. Pozdrawiam cieplo:-)
Abys miala tyle nadziei, by byc szczesliwym; tyle powodzenia, by miec zapal;
Tyle przyjaciol, by byc pelnym otuchy; tyle zasobow, by zadosc czynily potrzebom;
Tyle entuzjazmu, by spodziewac sie wszystkiego; tyle wiary, by oddalic przygnebienie;
Tyle zdecydowania, by uczynic kazdy dzien lepszym, niz poprzedni.
Zycze dobrego dnia:-) przesylam cieple mysli
Jesteśmy przyjaciółmi osób
niepełnosprawnych i sprawnych,
stowarzyszonych wokół
Fundacji Świadczenia
Wszechstronnej Pomocy Materialnej
i Duszpasterskiej Osobom
Niepełnosprawnym im. Matki
Teresy z Kalkuty – mówi prezes
Anna Bachulska.
Chcieli pomagać ludziom zamkniętym
w czterech ścianach,
samotnym, przebywającym w domach
opieki społecznej bez możliwości
normalnego życia. – Zanim
jeszcze powstała fundacja, przyjaźniliśmy
się z osobami niepełnosprawnymi.
Ksiądz Adam Banasik,
który był kapelanem nowotarskiego
szpitala, szukał sposobu
na skuteczną pomoc – wspomina
dr Małgorzata Smirnow.
12 lat wegetacji
W tym roku mija 20 lat, od kiedy
grupa zapaleńców z Nowego
Targu założyła fundację, której
działalność obejmuje niemal
całą Małopolskę, ale i wychodzi
poza jej granice. Zrzesza około
100 niepełnosprawnych z Nowego
Targu, Suchej Beskidzkiej,
Krakowa, Chrzanowa, Cieszyna,
Żywca, Zakopanego, Bielska-Białej,
Pabianic.
Spotkaniami grupy osób spoza
Podhala kierują Anna Bachulska
i ks. Andrzej Grodecki. Niepełnosprawnymi
góralami zajmuje
się ks. Janusz Rzepa, wizytator
katechetyczny.
– Niepełnosprawnym, którzy
widzą, że inni też mają problemy,
łatwiej pomóc. Jednocześnie zrozumienie
i wsparcie od innych
jest dla nich bardzo ważne. Fundamenty
tej grupy buduje także
wspólnie przeżywana Eucharystia
– ocenia ks. Rzepa.
Fundacja nie opłaca żadnych
etatów. Od opiekuna po zarząd
fundacji i prezesa wszyscy pracują
charytatywnie. Stałym punktem
w kalendarzu fundacji i zarazem
jego hitem są wakacyjne turnusy
rehabilitacyjno-integracyjne.
– Było piękne, upalne lato 1993
roku. Siedziałam w jakimś samochodzie,
jadąc z obcymi ludźmi
na obóz dla niepełnosprawnych.
Niewiele wiedziałam o tej fundacji.
Byłam pełna obaw. No, ale przecież
świat należy do odważnych.
W końcu trzeba było się wyrwać
z bezpiecznego domu. A właściwie
to z wegetacji, gdy każdy
dzień jest podobny do drugiego.
Tak minęło mi 12 lat – opowiada
Danuta Świtalska.
Od wyjścia z domu
Przez 20 lat działalności fundacja
zorganizowała 67 turnusów
rehabilitacyjno-integracyjno-
wypoczynkowych na terenie
całej Polski, m.in. nad Bałtykiem.
Skorzystało z nich ponad 1600
niepełnosprawnych. Fundacja
organizuje także weekendowe
zjazdy integracyjne i spotkania
okolicznościowe, np. sylwestra,
andrzejki.
Niepełnosprawnymi opiekują
się pełnoletni uczniowie szkół
średnich, studenci, nauczyciele,
lekarze, rehabilitanci. Wspólnie
spędzany czas zbliża ludzi.
Efekt? – Na obozach zrodziło się
wiele przyjaźni i – co najważniejsze
– małżeństw – cieszy się
A. Bachulska.
– Wiele razy wyjeżdżałam
z osobami niepełnosprawnymi.
Jest to dla
mnie czas wielkiej łaski
od Pana Boga. Mogę wtedy
przebywać blisko moich
niepełnosprawnych
przyjaciół, którzy ten
ciężar dźwigają z wielką
godnością, cierpliwością
i wytrwałością. Uczę się
od nich, jak dobrze przeżyć
każdy zwykły dzień, jak prawdziwie
kochać Boga i człowieka –
mówi M. Smirnow.
Mieczysław Legut jest związany
z fundacją od 1995 r. – Dzięki
niej mobilizujemy się do otwarcia
na świat, do wykorzystania możliwości,
jakie mamy w otoczeniu.
Ja np. znalazłem pracę teleinformatyczną,
koleżanka z obozów
tworzy audycje do lokalnego radia
katolickiego. A wszystko zaczyna
się od wyjścia z domu, od uwierzenia
w swoje siły – mówi Mietek.
Golce, Eleni
i indiański show
Pieniądze na działalność fundacji
pochodzą m.in. z Państwowego
Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
– Zdobycie dotacji
nie jest proste. Wniosek składam
w marcu lub w kwietniu, obozy
organizujemy w lipcu. Bywa i tak,
że nawet w dniu wyjazdu nie wiemy,
czy dostaliśmy dofinansowanie
– opowiada
Anna Bachulska.
Na szczęście nie brakuje
dobrych ludzi. Dla fundacji
koncertowali Eleni
i Krzysztof Krawczyk.
Wielką niespodziankę
sprawił też Paweł Golec
z Milówki, jeden z bliźniaków
tworzących
znany zespół Golec uOrkiestra.
Muzyk przez kilka lat
wspierał finansowo turnusy. Stałą
dotację przekazywał fundacji także
Urząd Miasta w Suchej Beskidzkiej
(od dwóch lat działa tam osobna
grupa, już niezrzeszona w fundacji).
Anna Bachulska wspomina
wizyty we wrocławskim
zoo czy na przystani flisackiej
w Sromowcach-Kątach. – Flisacy
za darmo zorganizowali naszym
podopiecznym spływ przełomem
Dunajca. Opiekunowie osób niepełnosprawnych
nie mieli co robić,
bo przewoźnicy wszystkim się zajęli
– opowiada prezes fundacji. Podobnie
było w łebskim oceanarium.
Niedawno odbył się charytatywny
koncert w nowotarskim Miejskim
Ośrodku Kultury, z którego dochód
w całości przeznaczony został
na działalność fundacji. Choć na scenie
nie było wielkich gwiazd, artyści
potrafili wciągnąć publiczność do zabawy.
Szczególne wrażenie zrobił
zespół Cocoon Band z rabczańskiego
domu środowiskowego „Radość
Życia”. Członkowie grupy to osoby
niepełnosprawne ruchowo oraz
umysłowo. W wykonywane przez
siebie covery znanych przebojów
włożyli całą duszę. Zaprezentowali
hity z dawnych lat, jak „Chodź, pomaluj
mój świat” czy „Windą do nieba”.
Na scenie pojawił się też boliwijski
duet Ajayu Fusion, który wykonał
prawdziwy indiański show, prezentując
muzykę z Amazonii i Andów.
Ten zespół i jego menedżer byli pomysłodawcami
imprezy.
Fundacji chętnie pomagają klerycy
krakowskiego seminarium.
Jego rektor ks. Grzegorz Ryś bardzo
dobrze rozumie potrzeby osób
dotkniętych przez los. Przez wiele
lat angażował się w wyjazdy dla
niepełnosprawnych. W 2000 roku,
wraz z ks. Tomaszem Grzesiakiem,
był nawet współorganizatorem
pielgrzymki do Rzymu.
– Cała idea duszpasterstwa
niepełnosprawnych polega przede
wszystkim na tym, by taka osoba
wzięła swoje życie we własne ręce,
przekroczyła chorobę i wszelkie
związane z nią słabości – mówi
ks. Ryś.
Rektor seminarium cieszy się
też, że klerycy z własnej woli chodzą
na kurs z języka migowego,
który daje im uprawnienia państwowe.
– Te umiejętności ułatwią
im pracę duszpasterską i kontakt
z takimi osobami – dodaje i opowiada
o duszpasterskich przygodach
z niepełnosprawnymi. – Z osobami
na wózkach pokonywaliśmy chyba
wszelkie granice. Byliśmy na Hali
Kondrackiej, podziwialiśmy Morskie
Oko, zwiedzaliśmy Rzym
i Wenecję – wspomina
ks. Grzegorz Ryś.
Z klerykiem Arkiem
Czyszczoniem zaprzyjaźnił
się Konrad, uczeń
I klasy II Liceum Ogólnokształcącego
im. św.
Jadwigi Królowej w Nowym
Targu. Jego mama Stanisława
Kusiak namawia wszystkich
rodziców do zaangażowania się
w działalność fundacji. – Niestety,
czasami rodzic musi najpierw zwalczyć
w sobie lęk. Dopiero później
jest w stanie wypuścić swoje chore
dziecko pod opiekę innych – mówi.
Marzenia o domu
Doktor M. Smirnow przyznaje,
że coraz trudniej jest znaleźć
młodych ludzi, którzy potrafią
dawać swój czas innym. Dawniej
było to łatwiejsze. Jest to ocena
nie tylko jej, ale także podopiecznych
fundacji.
– Młodzi ludzie gdzieś się pochowali.
Niepełnosprawni przyznają,
że jeszcze nigdy nie mieli takich
trudności, aby znaleźć kogoś, kto
np. pomógłby w wyjściu na niedzielną
Mszę św. albo na spacer, nie mówiąc
o zwyczajnych, stałych odwiedzinach
w domu – mówi lekarka.
A niepełnosprawni to wspaniali
ludzie.
– Obdarzmy
ich miłością, poszukajmy
ich w swoim
otoczeniu. Oni są w każdej
miejscowości: w domach
rodzinnych, domach pomocy
społecznej i czekają
– na ciebie i na mnie...
– dodaje.
Dla Anny Bachulskiej
najskrytszym marzeniem jest budowa
domu dla osób niepełnosprawnych,
który prowadziłaby
fundacja. – Często niepełnosprawnymi
zajmują się ich rodzice w podeszłym
wieku. Kiedy umierają,
chory trafia do domu pomocy
społecznej bądź mieszka samotnie
i jest pozostawiony sam sobie –
mówi prezes fundacji. Może z pomocą
bł. Matki Teresy z Kalkuty
uda się kiedyś wybudować ten dom?•
Pomagaj i ty
Każdy, kto chciałby wspomóc
fundację, może wpłacić
pieniądze na konto
nr: 41102034660000
910200265439, prowadzone
przez PKO BP SA Nowy
Targ. Więcej informacji
o działalności fundacji
na stronie internetowej:
www.naszafundacja.
republika.pl (e-mail:
naszafundacja@op.pl).
Pewien Król miał swego nadwornego błazna, który umilał mu dni swoimi powiedzonkami i żartami. Któregoś dnia król powierzył błaznowi swe berło, mówiąc: - Zatrzymaj je do czasu, aż znajdziesz kogoś głupszego od siebie. Wtedy będziesz mógł mu je podarować. Kilka lat później król poważnie zachorował. Czując zbliżającą się śmierć, przywołał błazna, do którego w gruncie rzeczy był bardzo przywiązany i powiedział: - Wyruszam w długą podróż. - Kiedy wrócisz? Za miesiąc? - Nie - odparł król. - Nie powrócę już nigdy. - A jakie przygotowania poczyniłeś przed tą wyprawą? - zapytał błazen. - Żadnych - brzmiała smutna odpowiedź. - Wyjeżdżasz na zawsze - powiedział błazen - i wcale się do tego nie przygotowałeś? Proszę, weź to berło. Znalazłem wreszcie głupszego ode mnie!
Jest bardzo wielu ludzi, którzy nie przygotowują się do tej "wielkiej podróży", która czeka każdego z nas. Dlatego ten moment wiąże się dla nich z wielką trwogą. "Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny", mówi Jezus (Mt 25, 13). Czy naprawdę przygotowujesz się do tego?
Szeroki wiejski gościniec, chłopskie łany zasiane zbożem, opasane miedzami, wzgórza Podkępia, stawy i podmokłe łęgi, to krajobraz położony pd Galachowki aż do rzeki Białki. Dużo tu małych i większych źródełek, a jedno zasłynęło cudami.
Kiedyś późno nocą przejeżdżał tędy ksiądz z Panem Jezusem do chorego. Ciemno było, koń potknął się o kamień i Najświętszy Sakrament wpadł do źródełka. Woda dziwnie zabulgotała i jasnością okryła się. Ksiądz próbował wydostać Hostię, ale w żaden sposób mu się to nie udało.
Woda była głęboka i bardzo zimna. Konie nie chciały dalej jechać, klękały na kolana i łbami przylegały do ziemi, jakby ją całowały. Ksiądz zaczął się modlić o uzdrowienie chorych, bo na niego ze świętymi olejami i Wiatykiem w chałupie nad jarem czekał ciężką chorobą złożony człowiek.
Gdy tak żarliwie się modlił, oczom jego ukazał się wielki blask, a w nim postać Panienki. Jasność taka od niej biła, że "Jasną Panią" ją zmianował i prosił: Pomóż mi wydostać Święty Komunikant!
W odpowiedzi usłyszał: "Jeżeli głęboko i szczerze uwierzyłeś we mnie, to zanuż korporał w źródlanej wodzie, która od tej chwili stała się świętą i cudowną moc będzie miała. Zawieź choremu tej wody, a ten wyzdrowieje".
Jasna Panienka prosiła księdza, aby rozpowiadał w około o tym, co się tu wydarzyło, a na pamiątkę ma umieścić na drzewie kapliczkę.
W kilka lat później w to miejsce z dalekich Moraw przywędrował ślepiec.
Tędy czeski dziadowina
obładowany torbami żebraka
lazł i mamrotał dziadowskie pacierze,
człapiąc po błocie w dziurawych chodakach.
Usiadł przy źródełku i obmył twarz wodą.
Jasność się przed nim tak roztoczyła,
przejrzał na oczy, zobaczył Panienkę,
która gdzieś nagle w drzewie zniknęła.
Dziedzicem tychże włości był niejaki Galach. W dowód wdzięczności na pamiątkę tego wydarzenia powiesił w tym miejscu kapliczkę z figurką Matki Bożej w języku czeskim "Uzdrowienie chorych módl się za nami".
Ludzie od tego czasu tu modlili się, pili cudowną wodę, która nigdy nie wysychała, obmywali się nią, zabierali do domu, aby podzielić się z innymi.
Tam, gdzie było kiedyś źródełko, teraz jest celebrowana studzienka z wodą na dnie. Ludzie wierzą, że doznają uzdrowienia w chorobach gardła, oczu i uszu. W formie opowieści dzielą się ludowymi przekazami o cudach i objawieniach. Powstają dziadowskie pieśni, legendy o źródełku i skarbach ukrytych na Galachówce, nad którymi czuwa z kapliczki Matka Boża.
Z książki "Panienka z Podkępia" opracowanej przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Bestwińskiej". Bestwina 2004.
ZAPRASZAM NA SOBOTNIA AUDYCJE W www.aniolbeskidow.pl o godz.13 i godz.20. GOŚCIEM BEDZIE MOJA NIEPEŁNOSPRAWNA KOLEŻANKA ELA:)
Fragment świadectwa Eli:
Szczeniaki na sprzedaż
Właściciel sklepu przytwierdził nad wejściem tabliczkę z napisem: "Szczeniaki na sprzedaż".
Takie ogłoszenia zazwyczaj przyciągają dzieci, toteż niebawem w sklepie pojawił się mały chłopiec.
- Po ile pan sprzedaje swoje szczeniaki? - zapytał.
- Tak po 30 do 50 dolarów - odparł właściciel.
Chłopczyk sięgnął do kieszeni i wydobył z niej kilka drobnych monet.
- Mam 2 dolary i 37 centów - powiedział. - Czy mógłbym zobaczyć te pieski, proszę pana?
Sprzedawca uśmiechnął się i zagwizdał. Z budy wyszła Lady. Truchtem pobiegła przez sklep,
a za nią potoczyło się pięć malusieńkich, drobniuteńkich kuleczek.
Jedno ze szczeniąt wyraźnie zostawało w tyle. Chłopiec natychmiast wskazał na nie nadążającego
za resztą, kulejącego psiaka i spytał:
- Co mu się stało?
Właściciel wyjaśnił mu, że badał go już weterynarz i okazało się że psiak ma niewłaściwą budowę biodra.
Zawsze już będzie kulał, na zawsze pozostanie kaleką.
Chłopiec zapalił się natychmiast.
- Właśnie tego szczeniaka chciałbym kupić! - oznajmił.
- Nie, nie. To niemożliwe, byś chciał kupić tego pieska - odparł sprzedawca. - Jeśli naprawdę ci na nim zależy, po prostu ci go dam.
Chłopczyk wyglądał na poważnie zdenerwowanego. Spojrzał właścicielowi prosto w oczy i wskazując palcem, odezwał się:
- Nie chcę, żeby pan mi go dawał. Ten piesek jest wart co do grosza tyle samo co pozostałe szczeniaki i zapłacę za niego całą sumę.
Właściwie, to zapłacę panu teraz tylko 2 dolary i 37 centów, lecz co miesiąc będę przynosił 50 centów, dopóki go nie spłacę.
Sprzedawca zaoponował:
- Ależ ty nie możesz chcieć takiego psa. On nigdy nie będzie mógł biegać, skakać, bawić się z tobą tak, jak inne szczeniaki.
Chłopczyk schylił się i podwinął lewą nogawkę spodni, odsłaniając kaleką nogę, wspieraną dużą metalową klamrą. Spojrzał na właściciela sklepu i odparł cicho:
- Cóż, ja sam dobrze nie biegam, a ten szczeniak potrzebuje kogoś, kto to zrozumie!
Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie za dar apostolskiego życia i posłannictwa błogosławionego Jana Pawła II i za jego wstawiennictwem pomóż nam wzrastać w miłości do Ciebie i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Ojcze Święty, przewodniku ludzkości, w którego sercu zawsze wiara, nadzieja i miłość gości.
Prosimy, rozświetlaj nieustannie życiowe ciemności
i prowadź nas nadal, ku wiecznej szczęśliwości.
Jesteś najpiękniejszą duszą, którą Bóg ubrał w ciało, w ręce co błogosławią,
w stopy, które idą do każdego człowieka, w kolana zagłębione w modłach za nas
i usta, które mówią językiem miłości.
Dziękujemy Ci za wszystko, za wszystko, co zrobiłeś dla nas.
Modlitwa jest naszym największym przywilejem, a zarazem obowiązkiem i nie można jej traktować jako coś dowolnego, dodatkowego. Codzienne spotkanie z Jezusem jest dla każdego człowieka kwestią życia i śmierci. Tylko dzięki niemu jednoczymy się z Jezusem zmartwychwstałym i przyjmujemy od Niego dar życia wiecznego oraz niezniszczalnej miłości. Jak zatem budować swoją więź z Chrystusem? Oto kilka wskazówek Ojca Świętego Jana Pawła II:
1. Zakochać się w Najświętszym Sakramencie
"Eucharystia jest nieocenionym skarbem: nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej adoracja poza Mszą św. pozwala zaczerpnąć z samego źródła łaski. Pięknie jest zatrzymać się z Nim i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi (por. J 13, 25), poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca. Jeżeli chrześcijaństwo ma się wyróżniać w naszych czasach przede wszystkim sztuką modlitwy, jak nie odczuwać odnowionej potrzeby dłuższego zatrzymania się przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie na duchowej rozmowie, na cichej adoracji w postawie pełnej miłości? Ileż to razy, moi drodzy Bracia i Siostry, przeżywałem to doświadczenie i otrzymałem dzięki niemu siłę, pociechę i wsparcie! (...) Adoracja Najświętszego Sakramentu jest niewyczerpanym źródłem świętości" (EE 25).
2. Słuchać słowa całym sercem i w Duchu Świętym je wypełniać
"Tym, którzy mają przekroczyć próg trzeciego tysiąclecia, pragnę powiedzieć: budujcie dom na skale! Trzeba, aby nasze pokolenie było roztropnym budowniczym przyszłości. A roztropny budowniczy to ten, który słucha słów Chrystusa i wypełnia je. Dziś na nas spoczywa odpowiedzialność za to, by słowa Chrystusa, zapisane na kartach Ewangelii, zostały przekazane przyszłym pokoleniom nie jako martwa litera, ale jako żywe źródło poznania prawdy o Bogu i o człowieku - źródło prawdziwej mądrości. Dziś z tą samą nadzieją proszę Was: wchodźcie w nowe tysiąclecie z księgą Ewangelii! Niech nie zabraknie jej w żadnym polskim domu! Czytajcie i medytujcie! Pozwólcie, by Chrystus mówił!".
3. Zaprosić Maryję
"Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Od mych lat młodzieńczych miał ważne miejsce w moim życiu duchowym. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Dwadzieścia cztery lata temu, 29 października 1978 roku, zaledwie w dwa tygodnie po wyborze na Stolicę Piotrową. tak mówiłem, niejako otwierając swe serce: »Różaniec to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem«. (...) Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego (Ave, Maria) przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez, można by powiedzieć, Serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy są nam najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim".
4. Otworzyć drzwi Chrystusowi
"Młodość poszukuje wzorów i przykładów. Z pomocą przychodzi Wam sam Jezus Chrystus, który poświęcił całe swoje życie dla dobra innych. Ku Niemu kierujcie wzrok. Niech będzie obecny w Waszych myślach, podczas Waszych zabaw i w Waszych rozmowach. Z Nim winniście zawsze żyć w szczególnej przyjaźni. Pan Jezus chce Wam pomagać. Chce być dla Was podporą i umacniać Was w młodzieńczej walce o zdobywanie takich cnót. jak: wiara, miłość, uczciwość, szlachetność, czystość, wielkoduszność. Gdy będzie Wam trudno, gdy będziecie w życiu przeżywać jakieś niepowodzenie czy zawód, niech myśl Wasza biegnie ku Chrystusowi, który Was miłuje, który jest wiernym towarzyszem i który pomaga przetrwać każdą trudność. Wiedzcie, że nie jesteście samotni. Towarzyszy Wam Ktoś, kto Was nigdy nie zawiedzie. Chrystus rozumie najtajniejsze pragnienia Waszego serca. On czeka na Waszą miłość i na Wasze świadectwo".
Życzę Światła betlejemskiej gwiazdy, radości anielskiej i gorącej miłości od Świętej Rodziny na te cudowne święta. Pozdrawiam świątecznie:-)

Siedzi JEZUS gdzieś na schodku, z małym smutkiem w środku.
Siedzi tak i czeka - CZEKA na człowieka.....
Wszyscy Go mijają,lecz Go nie poznają,
bo siedzi na schodku,w dziurawym bucie,
podartym surducie....
Uśmiecha się do każdego,choć nie ma niczego.
A Jezus siedzi na schodku ze smutkiem w środku,
i małe dziecko przed Nim staje
i śpiewa dla Niego - bo nie ma niczego:
Co Ci Dam ? Co Ci dam ?
Pustą kieszeń tylko mam...
Lecz mam coś,takie cosik,
prawie nic,mały grosik...
SERCE mam,SERCE bierz !
A mnie z sercem jeśli chcesz...
Wczoraj była 24 rocznica śmierci mojej siostry Grażynki. Chorowała jak ja na zanik mięśni, zmarła w wieku 18 lat.
Wracają wspomnienia...

NIEBO TO BÓG
Wszystko, co Pismo Święte mówi na ten temat, przekracza naszą wyobraźnię. Z własnego doświadczenia wiemy, jak to wspaniale - choć siedem razy dziennie upadamy - żyć w stanie łaski uświęcającej. Nie możemy jednak mieć pojęcia o tym, o ileż wspanialej być dosłownie bezgrzesznym, kiedy będziemy święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1, 4). Już na tej ziemi człowiekowi dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie (Ps 73, 28) i wiemy coś niecoś o tym, co to znaczy być rozkochanym w Bogu. Jednak przekracza naszą wyobraźnię ta bliskość z Bogiem, kiedy będziemy z Nim przebywali "twarzą w twarz". Na tej ziemi doświadczamy w różnorodny sposób przedsmaku tego, że "Bóg jest Światłością", bo wiara rozświetla wszystko, co dla nas ważne. W niebie Bóg będzie naszą Światłością w sensie najdosłowniejszym. Teraz po prostu rozkwitamy, kiedy możemy naśladować Boga i różne Jego przymioty, kiedy możemy Go naśladować nawet w miłosierdziu. Tam będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3, 2). Krótko mówiąc, nawet nie wysilajmy się, żeby zrozumieć wspaniałość nieba, bo ani oko nie widziało, ani ucho niesłyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2, 9).

Gdzieś na Świecie, w małym pokoiku, prawie nikomu nie znany Stary Człowiek, zbliża się do Granicy Życia Swego. Życia Zwykłego, bo jest, jak to mówią, Dobrym Zwykłym Człowiekiem. Nikomu nie wyrządza krzywdy, zawsze kieruje się "zdrowymi" zasadami, nie czyni zła i nie pozwala go czynić sobie. Życie przeżył "poprawnie" i nawet "dostatecznie dobrze", ale nie jest szczęśliwy?
Stary przeczuwa już, że jego Życie zbliża się do Wielkiego Końca, robi w pamięci bilans życia... i tak jak się spodziewał, nie wypadł on "in plus". Przypomniał sobie wszystkie zmarnowane szanse na szczęśliwe życie, niezrealizowane marzenia odkładane później, ciągłe rozpamiętywanie strat i szkód, chwile szczęśliwości, które przeminęły nie pozostawiając w duszy nic, niewłaściwe wybory, pomijanie piękna. Ludzie, których mógł uczynić szczęśliwymi tworzyli na jego liście długą kolejkę, tych szczęśliwych było zadziwiająco mało. Wszystko to przygnębiło go bardzo i skłoniło do smutnych rozmyślań.
- Życie powinno się przeżyć najlepiej jak to możliwe, najwspanialej, najpełniej - pomyślał i zdumiała go prostota tej prawdy - i wcale nie chodzi o szaleństwo czerpania całymi garściami, ani o ciągłe wygrywanie, ani o życie na wysokim poziomie. Chodzi o życie zgodne z zasadami miłości, dobra, piękna... poszukując tego i dbając o to, gdy już zostanie znalezione, żyjemy prawdziwie szczęśliwie. I właśnie teraz, gdy pojąłem jak powinno się żyć, przychodzi mi odejść, a życie zakończyć.
Po tych słowach wielki smutek wtargnął w głąb serca Człowieka i pozostałby tam pewnie na zawsze, gdyby nie pojawił się przed nim, w świetle Nadziei i Miłości, Anioł. Zbliżył się Anioł do niego, a sama obecność Anioła nadzieją zalała serce Starego Człowieka. Wtedy Serce poznało, że Anioł ten to Anioł Drugiej Szansy.
- Daj mi jaszcze czas, bym mógł poprawić swoje życie.- poprosił Anioła ośmielony jego łagodnym spojrzeniem - Pozwól mi naprawić wszystkie moje błędy, kierując się tym razem głosem serca. Serca, którego przyznaję, do tej pory nie słuchałem, którego głos lekceważyłem, którego rady odkładałem "na później".
Anioł nie odpowiedział, zamyślił się, spoważniał, a w spojrzeniu pojawił się smutek.
Wydawało się Staremu Człowiekowi, że nigdy nie nadejdzie odpowiedź, aż wreszcie Anioł rzekł:
- Słyszałeś w sobie głos Mądrego Serca a nie słuchałeś Go. Serca, które do ciebie krzyczało, przez ciebie płakało i wyrywało się do spraw i rzeczy ważnych, ale nie traktowałeś tego poważnie. Ośmieszałeś Serca głos. Ja już dla ciebie nic zrobić nie mogę.
- Przecież jesteś Aniołem Drugiej Szansy - obudziło się w Starym pragnienie przeżycia Szczęścia - przyjdź później, przecież każdemu trzeba dać szansę, pozwól mi spróbować życia po raz drugi.
- Ale my dziś właśnie spotykamy się po raz drugi... Słyszałeś Głos Mądrego Serca, a to znaczy, że życie, które dziś kończysz było twoja ostatnią szansą na szczęście. Nie wykorzystałeś jej.
I zrozumiał Stary Człowiek jak boli świadomość utraconej szansy na Szczęście, Dobro i Piękno.
I odszedł tedy Anioł Drugiej Szansy czynić innym dokładnie to co mu przykazano.
Słyszysz czasami zagłuszony głos twego Serca?
To oznacza, że ktoś daje Ci ostatnią szansę na Szczęśliwe Życie.
Kolejnej szansy już nie będzie. Korzystaj z tej.
Głos twego Mądrego Serca wskazuje Ci drogę do Szczęścia.
Słuchaj go, bo właśnie teraz trwa Twoja ostatnia szansa.
Korzystaj z niej. Podążaj za głosem Serca.
"Nie mów nigdy, że jest już za późno. Nigdy nie jest za późno: niezależnie od tego, jak świetną okazję byś zaprzepaścił, jak wielki błąd byś popełnił, w jak tragicznej sytuacji byś się nie znalazł...
Zawsze może być za późno: Choćbyś był pierwszy na starcie, choćbyś miał znakomite pozycje wyjściowe, choćbyś stały przed tobą otworem wszystkie możliwości, choćbyś był jeszcze bardzo młody.
Wszystko zależy od ciebie: od twej ufności w siebie, w ludzi, w świat, w Boga" (ks. Maliński)
Jesienna zaduma dająca się odczuć szczególnie w pierwszych dniach listopada, zachęca nas, abyśmy często spoglądali w górę. Niech to spojrzenie w niebo przypomina nam wezwanie Ojca Świętego Jana Pawła II, który w czasie swojej pielgrzymki do Polski, będąc w Starym Sączu wołał: - Święci pragną świętości". Ojciec Święty zachęcał nas wtedy również, abyśmy nie lękali się świętości: "Uczyńmy nowe tysiąclecie erą ludzi świętych". Spoglądajmy więc oczami duszy na tych, którzy od nas odeszli, szczególnie na ludzi dobrych, świętych i uczmy się od nich tego, co najpiękniejsze.

Chryzantemy zdobią groby,
Ludzie chodzą dookoła
A ty? Bierzesz świeczkę swą do ręki
I powoli ją zapalasz
Potem... myślisz, długo myślisz
O przeszłości,
O tym, że już się nic nie powtórzy
I nie będzie już tak samo
Tylko jedno wiesz na pewno,
Że się z nimi znów zobaczysz
Kiedy przyjdzie na to pora.
Złożone nad grobem ręce - powierzające w tym geście tego kogoś, kogo się wciąż kocha - Bogu, odbierającemu go z naszych rąk, gdzieś tam wysoko, a może tu bardzo blisko.... Modlitwa pokonuje każdą przestrzeń.
W sobotę 13 listopada serdecznie zapraszam na audycję w Radio Anioł Beskidów 90,2 http://www.aniolbeskidow.pl/ o godz.13 i godz.20. Tematem audycji będzie nasza pamięć o zmarłych, chwila refleksji nad życiem i przemijaniem.

Pewien człowiek imieniem Jan leżąc pod drzewem zaczął rozmyślać i mówił sobie. Nie wierzę, że wszystko dzieje się według woli Bożej. Bardzo chciał poznać Bożą drogę, dlaczego świat wygląda jak wygląda. Wciąż rozmyślając nad tym prosił Boga o odpowiedź. Zapadł w głęboki sen i wtem stanął przy nim anioł i powiedział:
- Chodź ze mną Janie a ja pokażę ci wolę Bożą. Nie namyślając się długo poszedł za Aniołem. Ten mu powiedział: odwiedzimy kilka domów i poznasz co jest zgodne z Bożym zamysłem. Pierwszego dnia zagościli w domu dobrego, szlachetnego człowieka, który powiedział do nich. Radujcie się wraz ze mną bo dziś pogodziłem się z moim wrogiem i w dowód przyjaźni otrzymałem od niego złoty puchar. Następnego dnia pożegnali się z tym człowiekiem, jednak w połowie drogi Jan zobaczył, że w torbie Anioła znajduje się ów złoty puchar. Jak mogłeś! Wykrzyknął. Ukradłeś temu dobremu człowiekowi ten cenny dar. On jednak uniósł dłoń w górę i rzekł: Taka jest wola Boża. Po kilku godzinach odwiedzili dom pewnego pomstującego skąpca, bardzo złego człowieka, który ani myślał się nawrócić. Przeklinał, złorzeczył i wyśmiewał wszystkich. Korzystając z chwili nieuwagi gospodarza domu Anioł wsunął ów złoty puchar do szafy tego skąpca i tam go zostawił. Wyszli bez słowa z tego domu ale Jan podniósł bunt. Jak mogłeś zostawić tak cenną rzecz w domu takiego złego człowieka mówił Jan podniesionym głosem. Lecz Anioł znowu podniósł dłoń i powiedział. Taka jest wola Boża. Jan nic z tego nie rozumiał ale też i się już nie odzywał. Surowe spojrzenie Anioła ostudziło jego napięcie.
Poszli więc dalej do chaty pewnego biednego ale pobożnego człowieka. Rodzina ta żyła bardzo ubogo. Ludzie ci żalili się na swój los, ledwo wiązali koniec z końcem. Anioł im odpowiedział: nie martwcie się Bóg wam dopomoże. Gdy jednak wyszli z tego domu, wyciągnął zapałki i podpalił jego słomiany dach. Dom natychmiast stanął w płomieniach. Oburzony Jan zaczął gasić płomień, jednak Anioł mu nie pozwolił: Ten jednak krzyczał:
- Jak możesz podpalać dom tego biednego człowieka. Powinieneś pomagać ludziom, a nie ich dręczyć.
- Powiedziałeś, że chcesz poznać wolę Bożą więc nie wtrącaj się więc tylko chodź ze mną dalej!
Idąc dotarli do następnego domu w którym żył Ojciec z 8 letnim synkiem. Synek był całą radością tatusia a ten na wszystko mu pozwalał. Przenocowali więc u tego mężczyzny. Rankiem wybrali się w dalszą podróż i Anioł poprosił aby jego synek wskazał im dalszą drogę. Jego ojciec zgodził się, tylko powiedział: Pilnujcie aby nic złego mu się nie stało. Dziecko wskazało drogę wędrowcom i już chciało powrócić do domu ale Anioł poprosił aby przeprowadziło ich jeszcze przez wąska kładkę. Kiedy dziecko przechodziło ten celowo zakołysał tak mocno, że chłopiec wpadł do rzeki i utopił się.
- O nie tego już za wiele krzyczał na całe gardło Jan. Nigdzie już z tobą nie pójdę wolę iść dalej sam przez ciemną dolinę i niech mnie nawet rozszarpią dzikie zwierzęta niżbym miał iść dalej z tobą. Zniosłem jak okradłeś sprawiedliwego, a złoty puchar dałeś złemu skąpcowi, widziałem jak podpaliłeś dom biednej rodziny, ale to że zabiłeś niewinne dziecko to za dużo. Nie jesteś żadnym Aniołem tylko demonem - krzyczał człowiek.
- Jestem Aniołem wysłanym na ziemię przez Boga aby wypełnić Jego wolę na ziemi, a tobie wyjaśnić jaka jest Jego droga - odpowiedział.
- Nieprawda Bóg taki nie jest. Na pewno nie kazał Ci czynić tego co zrobiłeś - krzyczał dalej Jan. - Dobrze! opowiem ci dlaczego zachowałem się właśnie tak w każdej sytuacji. Otóż w kielichu, który zabrałem sprawiedliwemu człowiekowi była trucizna. Jego wróg nie dał mu go po to aby się z nim pogodzić ale aby go zgładzić z tego świata. Gdybym zostawił mu ten kielich człowiek ten otrułby się. Teraz zaś ten pomstujący skąpiec mając ten puchar obierze karę za swe liczne grzechy. Biedny człowiek, któremu podpaliłem dom, znajdzie w zgliszczach wielki skarb, który pozwoli mu żyć dostatnio do końca dni. Gdybym nie spalił ich domu to nigdy nie znaleźliby tego skarbu. Zaś mężczyzna, którego spotkaliśmy tu nad strumieniem, był złym człowiekiem. Nie chciał znać Boga i prowadził życie bardzo rozwiązłe. Jego synek, którego utopiłem w przyszłości byłby wielkim mordercą. Po stracie swego małego synka, który i tak znajdzie się w Niebie, jego ojciec nawróci się do Boga i zmieni swe życie. I tak oto obaj będą w Niebie, gdybym tego nie uczynił obaj zostaliby potępieni. Czy te wyjaśnienia pomogły ci zrozumieć wolę Bożą?
Jan słuchając opowieści Anioła zrozumiał, że Bóg widzi wszystko inaczej i bardziej doskonale niż my ludzie. Zrozumiał też, że na wszystko ma najlepsze rozwiązanie, choć zewnętrznie wydaje się ono bardzo bolesne. Pojął, że nawet z najgorszego zła Pan Bóg może wyprowadzić dobro.
Ileż to razy my zachowujemy się podobnie do Jana z opowiadania. Modlimy się np. o zdrowie, dobrą pracę lub jeszcze coś dla nas ważnego. A tu może się okazać, że nie mamy ani zdrowia, ani dobrej pracy itd. Pytamy później siebie dlaczego? Przecież tak dużo prosiłem, modliłem się?
Pan Bóg na pewno da nam wszystko czego potrzebujemy ale nie w tym życiu, które szybko przemija ale w życiu wiecznym do którego zostaliśmy przeznaczeni. Więc może być tak, że ja proszę o rzeczy w sumie kruche bo dotyczące tylko tego życia. A Pan Bóg chce doprowadzić nas do wiecznej szczęśliwości, więc daje nam łaski potrzebne do zbawienia.

ogród swego życia.
Każdy z nas go pielęgnuje.
Sadzimy uczucia,
podlewamy radości,
wyrywamy klęski i porażki...
Tylko my sami jesteśmy
odpowiedzialni za piękno
naszego ogrodowego raju.
Tylko my sami jesteśmy
ogrodnikiem własnych dusz...
Tylko my sami decydujemy o nas...
POZDRAWIAM CIEPLO:)

którzy wsiadają i wysiadają
lub też do końca podróży
przy nas pozostają:)
Każdy z nas wybiera
swój przedział życiowy
jednym wystarcza zwykły
innym zaś luksusowy:)
Lecz nie ważny jest luksus
w życiu człowieka
bo sensem tej podróży
jest przyjaźń do drugiego człowieka.

Wpatrzeni w oblicze Chrystusa, prośmy o przemianę umysłów i serc tych ludzi, którzy zagubili Boga, nie wiedząc, czym jest prawdziwa miłość, przyjaźń, pokój, sprawiedliwość, gdzie jest prawda, gdzie uczciwość, a swoje serca zagłuszają przez ciągłe szukanie siebie, własnych celów i przyjemności.
Zjednoczeni w modlitwie, prośmy dziś za wszystkich ulegających uzależnieniu od alkoholizmu. Za tych, którzy szukają w alkoholu rozwiązania swoich problemów, trudnych sytuacji, odpowiedzi na ból ich wnętrza, ucieczki od rzeczywistości, w której przyszło im realizować swoje zadania życiowe.
Tak wiele bólu, cierpienia jest tam, gdzie w grupie, rodzinie jest człowiek uzależniony. Łzy, kłótnie, gniew - to codzienność. Jak wielkiej trzeba siły i mocy dla tych, którzy przeżywają takie doświadczenia. Jak wielkiej potrzeba wiary, by w człowieku uzależnionym zobaczyć Boga, by go nie odrzucić, ale przygarnąć.

Zapytano mędrca,
która jest najważniejsza
godzina w życiu,
który człowiek jest
najbardziej znaczący
i które dzieło jest
najbardziej konieczne?
Oto jego odpowiedź:
Najważniejszą godziną jest zawsze godzina obecna!
Najważniejszym Człowiekiem jest ten, którego właśnie spotkałem!
Najbardziej koniecznym dziełem jest zawsze MIłOŚĆ.

Życzę deszczyku takiego przyjemnego,
Nie robiącego szkody a ochłodę przynoszącego,
Takiego co odświeży i ziemię zrosi...
Każdy z nas wzdycha teraz i o ochłodę prosi.
SERDECZNIE POZDRAWIAM:)
Zagrabiony przez Niemców podczas II wojny światowej gotycki dzwon po 69 latach wróci do Bestwiny na Podbeskidziu. Liczący 504 lata dzwon - starszy o 16 lat od wawelskiego dzwonu Zygmunta - odnaleźli kilka lata temu w jednej z bawarskich świątyń członkowie Towarzystwa Miłośników Ziemi Bestwińskiej (TMZB). 7 lipca odbędą się uroczystości powitania bestwińskiego dzwonu.
W 2006 roku organizacja z Bestwiny zwróciła się do niemieckiego archiwum przy Muzeum Narodowym w Norymberdze z pytaniem, czy posiada ono jakieś dokumenty, dotyczące wywiezionych z Bestwiny dzwonów. Ustalono, że dzwon, służący niegdyś spalonemu w 1552 roku bestwińskiemu kościołowi pw. św. Jakuba, wisi na wieży kościoła parafialnego pw. Dzieciątka Jezus w Mitterfirmiansreut, w diecezji Passau w Bawarii.
Waleria Owczarz, przewodnicząca TMZB, wyjaśnia ,że formalnie dzwon zostanie bezterminowo użyczony bestwińskiej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
Aby - ważący 580 kilogramów - dzwon, zwany „Królem Chwały", mógł wrócić do Polski, konieczne było rozebranie wieży niemieckiego kościoła. Za koszty rozbiórki wieży, demontażu dzwonu oraz założenia nowego dzwonu, a także doprowadzenia wieży do stanu sprzed demontażu zapłacić ma strona polska. Koszty przedsięwzięcia wstępnie oszacowano na około 7 tys. euro.
Gotycki dzwon zabrano z bestwińskiego kościoła 21 lipca 1941 roku. Wraz z dwoma innymi zrabowanymi wtedy bestwińskimi dzwonami - „Franciszkiem" z 1663 i „ Janem" z 1937 r. - trafiły wszystkie do Hamburga, gdzie niektóre z nich miał zostać od razu przetopione. Zanim to jednak nastąpiło, niemiecką hutę zbombardowali alianci. Po wojnie administrujące terenem władze amerykańskie, zamiast oddawać władzom komunistycznym, wolały wypożyczyć dzwony niemieckim parafiom. W ten sposób w 1952 dzwon z Bestwiny trafił do górskiej miejscowości w Bawarii. „Franciszek" służy w jednej z parafii w okolicach Kolonii. Najmłodszy „Jan" pękł już w chwili demontażu przez hitlerowców.
Łacińska inskrypcja na dzwonie - ufundowanym przez Jana Myszkowskiego, ówczesnego właściciela Bestwiny - brzmi: „O Królu Chwały przybądź z pokojem".

W imieniu Urzędu Gminy Bestwina, Towarzystwa Miłośników Ziemi Bestwińskiej i Proboszcza Parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Bestwinie zapraszam do udziału w uroczystościach powitania bestwińskiego dzwonu, który wraca po 69 latach pobytu w Niemczech do bestwińskiej parafii oraz na konferencję prasową, która odbędzie się w środę - 7 lipca po zakończeniu mszy św. Konferencja odbędzie się w Muzeum Regionalnym im. Ks. Bubaka w Bestwinie przy ul. Kościelnej 57 (woj. śląskie, powiat bielski).
21 lipca 1941 roku został wywieziony z Bestwiny. Na dwa tygodnie przed 69 rocznicą tego bolesnego wydarzenia powraca do swojej parafii.
Towarzystwo Miłośników Ziemi Bestwińskiej i cała wspólnota parafialna zapraszają na doniosłe wydarzenie powrotu zabytkowego, gotyckiego dzwonu z 1504 roku.
Dzwon o inskrypcji „o rex glorie veni cum pace - o Królu Chwały przybądź w pokoju",
uległ rekwizycji niemieckiej i po 69 latach wraca na swoje dawne miejsce, do Parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Bestwinie.
Na nowo stanie się kamieniem węgielnym naszej chrześcijańskiej tożsamości,gdzie już w XII wieku stał Chrystusowy Krzyż - znak i symbol wiary naszych przodków.
Program uroczystości:
7 lipca 2010r.
- godz. 17 - powitanie dzwonu na granicy Komorowic i Bestwiny (skrzyżowanie ul. Bialskiej z ul. Kwiatową, przy tzw. Zielonym Krzyżu) przez władze samorządowe oraz Towarzystwo Miłosników Ziemi Bestwińskiej,
- godz.18.00 - przywitanie Króla Chwały przed Kościołem w Bestwinie
- godz.18.15 - uroczysta koncelebrowana Msza Święta połączona z poświęceniem dzwonu, wzbogacona oprawą muzyczną chóru „Ave Maria"
- po nabożeństwie będzie okazja zapoznać się z historią zabytkowego dzwonu pochodzącego z 1504 roku jeszcze ze starego kościoła.
- konferencja prasowa.
reportaż i zdjęcia z uroczystości kliknij
Dzis o godz.16 u nas w pokoju bedzie odprawial Msze sw.
ksiadz Marek Gizicki, Misjonarz z Tanzani:-)
strona ks. Marka - kliknij
Błogosławieństwo domu
Niech was błogosławi i strzeże Wszechmogący i miłosierny Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty.
O Najsłodszy Panie Jezu Chryste; wszechmogący Królu nieba i ziemi; Synu Dawidów, Jezu Nazareński, dla nas ukrzyżowany, Synu Boga żywego zmiłuj się nad tym domem, strzeż jego mieszkańców.
Niech Twoje Boskie błogosławieństwo towarzyszy im wszędzie, niech Duch Święty oświeca myśli i serca ich i niech moc jego działa przez nich na każdym miejscu.
Wszystko, co się w tym domu znajduje, tych, co doń wchodzą i z niego wychodzą, niech błogosławi i od złego zasłania błogosławieństwo Trójcy Przenajśw., aby się doń żadne nieszczęście nie zbliżyło.
Imię Święte Jezusa, z dziewięciu chórami Aniołów, niech będzie z tym domem, dając mu swój pokój.
Najświętsza Maryja Panna, niechaj go okrywa płaszczem macierzyństwa swego.
Św. Archaniołowie niech go strzegą.
Św. Apostołowie niech raczą być szafarzami dostatków jego.
Św. Ewangeliści niechaj utwierdzają i umacniają go.
Krzyż Chrystusa niech będzie dachem domu tego.
Trzy gwoździe Chrystusa niech będą zaporą jego.
Korona Chrystusa, niech będzie tarczą jego.
Jezusie, Maryjo, Józefie Św. i wszyscy Patronowie nasi i Wy Św. Aniołowie Stróżowie, sprawcie to u Boga w Trójcy Świętej Jedynego, aby raczył zachować ten dom od piorunów, ognia, gradu, powodzi, napadów złych ludzi i wszelkiego nieszczęścia, duszy lub ciału grożącego. Do czego niech nam dopomoże Bóg Ojciec, Bóg Syn, i Bóg Duch Święty. Amen.

W audycji chciejmy się bardziej zbliżyć do Jezusa, do Jego Serca.
Święte życie Jezusa na ziemi ukazało ludzkości najpiękniejsze cechy Jego Boskiego Serca. "Przeszedł przez ziemię czyniąc dobrze" - pochylał się nad każdym smutnym, chorym, strapionym, potrzebującym. Nie wahał się stanąć w obronie najmniejszych, przebaczał grzesznikom, wszystkich bezgranicznie kochał. Ta miłość właśnie zaprowadziła Go na Krzyż, na którym w całej pełni odsłonił przed nami swoje pełne miłości Serce. Pozwolił, by włócznia żołnierza przebiła je uwalniając z niego obfite strumienie krwi i wody.
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11, 28).
Trzeba każdego dnia na nowo wpatrzeć się głębiej w twarz Jezusa, słuchać Jego słów...
Usłyszeć bicie Jego Serca...


Cokolwiek myślisz o sobie, w oczach Boga masz najwyższą wartość.
Niektórzy ludzie nie wiedzą, jak ważne jest to, że istnieją.
Niektórzy ludzie nie wiedzą, jak wiele znaczy sam ich widok.
Niektórzy ludzie nie wiedzą, ile radości sprawia ich przyjazny uśmiech.
Niektórzy ludzie nie wiedzą, jakim dobrem jest ich bliskość.
Niektórzy ludzie nie wiedzą, o ile bylibyśmy biedniejsi bez nich.
Niektórzy ludzie nie wiedzą, że są darem niebios.
Mogliby wiedzieć, gdybyśmy im to powiedzieli.
To śmieszne, jak prostym jest dla ludzi wyrzucić Boga, a potem dziwić się,
dlaczego świat zmierza do piekła.
To śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach,
a poddajemy w wątpliwość to, co mówi Biblia.
To śmieszne, jak bardzo każdy chce iść do nieba, pod warunkiem,
że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić, ani też czynić czegokolwiek,
czegokolwiek, czym mówi Biblia.
To śmieszne, jak ktoś może powiedzieć „wierzę w Boga" i nadal iść za szatanem,
który tak a'propos też „wierzy" w Boga.
To śmieszne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy być sądzeni.
To śmieszne, jak możesz wysyłać tysiące dowcipów e - mailem, które rozprzestrzeniają się jak nieokiełznany ogień, ale kiedy zaczynasz przesłania dotyczące Boga,
ludzie dwa razy zastanawiają się, czy podzielić się nimi.
To śmieszne, jak wiadomości sprośne, bezwstydne, pikantne i wulgarne swobodnie przenoszą się w cyber - przestrzeni, lecz publiczna dyskusja o Bogu w szkole i w miejscu pracy jest tłumiona.
To śmieszne, jak ktoś może być zapalony dla Chrystusa w niedzielę, a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem.
Śmiejesz się?
To śmieszne, że kiedy przeczytasz tę wiadomość, nie wyślesz jej do zbyt wielu osób z twojej listy adresowej, ponieważ nie jesteś pewny, w co wierzą lub co o tobie pomyślą, kiedy im to wyślesz.
To śmieszne, jak bardzo mogę być przejęty tym, co inni ludzie pomyślą o mnie, zamiast tym, co pomyśli o mnie Bóg.
Przekaż to dalej, jeśli uważasz, że warto.
Jeśli nie, to wyrzuć... Nikt się o tym nie dowie. Lecz, jeśli to wyrzucisz, nie stój z boku i nie narzekaj nad fatalnym losem swojego życia i świata...

Jezu, Królu Miłosierdzia,
który powiedziałeś do św. s. Faustyny, że "Polskę szczególnie umiłowałeś",
stajemy dziś przed Tobą i odwołując się do tej szczególnej miłości
wołamy o Twoje Miłosierdzie dla Ojczyzny naszej.
Przebacz nam nasze grzechy i niewierności, pochyl się nad słabością naszą.
Jezu, ufamy Tobie!
Ufamy Twoim obietnicom!
Ufamy wszechmocy Twojego Miłosierdzia!
"Jesteśmy Twoim ludem, Panie".
Dlatego zjednoczeni w Twoje Imię, w tak trudnym momencie dziejów,
wzywając orędownictwa Maryi naszej Królowej i naszych Świętych
wołamy wraz z Janem Pawłem II
"Niech zstąpi Duch Twój!
Niech zstąpi Duch Twój!
I odnowi oblicze ziemi!
Tej ziemi!"
Amen.
Przeżywamy maj, piękny Maryjny miesiąc, ale w tym roku jest to trudny czas dla wielu z nas.
Proszę pamiętajmy w modlitwie o tych, których dotknęła fala powodzi.
Połączmy sie w nowennie 9-cio dniowej odmawiając koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Prośmy o ustanie deszczu i pociechę dla powodzian.

Panie, wysłuchaj naszego pokornego wołania i udziel nam pogody;
chociaż słusznie cierpimy za nasze grzechy, okaż nam swoje miłosierdzie
i daj nam doznać Twojej dobroci. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Każdego poranka bogaty i wszechpotężny król Bengodi odbierał hołdy swoich poddanych. W swoim życiu zdobył już wszystko to, co można było zdobyć i zaczął się trochę nudzić.
Pośród różnych poddanych zjawiających się codziennie na dworze, każdego dnia pojawiał się również punktualnie pewien cichy żebrak. Przynosił on królowi jabłko, a potem oddalał się równie cicho jak wchodził.
Król, który przyzwyczajony był do otrzymywania wspaniałych darów, przyjmował dar z odrobiną ironii i pobłażania, a gdy tylko żebrak się odwracał, drwił sobie z niego, a wraz z nim cały dwór. Jednak żebrak tym się nie zrażał.
Powracał każdego dnia, by przekazać królewskim dłoniom kolejny dar. Król przyjmował go rutynowo i odkładał jabłko natychmiast do przygotowanego na tę okazję koszyka znajdującego się blisko tronu. Były w nim wszystkie jabłka cierpliwie i pokornie przekazywane przez żebraka. Kosz był już prawie całkiem pełen.
Pewnego dnia ulubiona królewska małpa wzięła jedno jabłko i ugryzła je, po czym plując nim, rzuciła pod nogi króla. Monarcha oniemiał z wrażenia, gdy dostrzegł wewnątrz jabłka migocącą perłę. Rozkazał natychmiast, aby otworzono wszystkie owoce z koszyka. W każdym z nich, znajdowała się taka sama perła. Zdumiony król kazał zaraz przywołać do siebie żebraka i zaczął go przepytywać.
- Przynosiłem ci te dary, panie - odpowiedział człowiek - abyś mógł zrozumieć,
że życie obdarza cię każdego dnia niezwykłym prezentem,
którego ty nawet nie dostrzegasz i wyrzucasz do kosza.
Wszystko dlatego, że jesteś otoczony nadmierną ilością bogactw.
Najpiękniejszym ze wszystkich darów jest każdy rozpoczynający się dzień"
sobota, 28 stycznia 2012
Odwiedziło mnie miłych gości: 71 418

Mam na imię Renata (38 lat),jestem osobą niepełnosprawną, mieszkam w ok.Bielsko-Biała.Choruje na zanik mieśni.Od stycznia 2007r. jestem pod respiratorem.Moje życie toczy się w czterech ścianach,musiałam przyzwyczaić się do wielu ograniczeń,ale z Bożą pomocą prawie się to udało.
Mimo wszystko jestem osobą pogodną,staram się robić to, co mogę.Kiedyś, gdy siły były większe miałam swój zespół religijny,śpiewaliśmy na mszach,festiwalach piosenki religijnej,byłam animatorką grupy „Dzieci Bożych. Teraz by coś robić bardzo pomocny jest mi komputer,to moje „okno na świat” i "narzędzie" pracy.
19 kwietnia 2009 o godz. 12 Bóg połączył mnie i ukochanego Anioła Roberta w Sakramenie Małżeństwa:-)
Tą stronką chcę połączyć osoby niepełnosprawne, by uwierzyły w siebie i nigdy nie traciły nadziei... Proszę napisz do mnie... renata.slosarczyk@poczta.onet.pl gg 7178851
| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: